Ponad 200 zawodników z niepełnosprawnościami, rywalizacja na światowym poziomie i pierwszy tak poważny sprawdzian na arenie międzynarodowej. Eryk Zdybicki z Akademii Karate ZAZEN dwukrotnie zakończył rywalizację na czwartym miejscu podczas 8th Open I-Karate Global World Championship w Budapeszcie. W konkurencji indywidualnej znalazł się wśród dziesięciu finalistów, a wraz z rodziną zajął również czwarte miejsce w kata rodzinnym.
Po zawodach Eryk nie ukrywa satysfakcji, ale mówi także o niedosycie. Wie, że do podium zabrakło niewiele. Jeszcze ważniejsze jest jednak to, czego nauczyły go mistrzostwa świata i jak mocno utwierdziły go w przekonaniu, że chce walczyć o kolejne cele.

Dwa czwarte miejsca na mistrzostwach świata. Eryk Zdybicki: „Nie dzieli mnie od najlepszych przepaść. Dzielą mnie szczegóły”
Sportowa Góra Kalwaria: Dwa starty i dwa czwarte miejsca na mistrzostwach świata. Jak dziś, już po zawodach, oceniasz ten wynik?
🗣 Eryk Zdybicki: Kiedy emocje już trochę opadły, czuję przede wszystkim ogromną satysfakcję. Dwa czwarte miejsca na mistrzostwach świata to dla mnie bardzo dobry wynik. Jednocześnie jest niedosyt, bo wiem, że mogłem dać z siebie jeszcze więcej.
W starcie indywidualnym miałem problem z oddechem ibuki i to wpłynęło na całe wykonanie kata. Na takim poziomie o wyniku decydują szczegóły. Dlatego nie traktuję czwartego miejsca jak porażki. Traktuję je jak informację: jestem bardzo blisko, ale mam jeszcze pracę do wykonania.
Sportowa Góra Kalwaria: W Twojej konkurencji do finału awansowało 10 zawodników. Co czułeś, kiedy wiedziałeś, że jesteś w gronie finalistów?
🗣 Eryk Zdybicki: Ogromną radość i ekscytację. Już samo to, że mogłem znaleźć się na mistrzostwach świata i reprezentować Polskę, było dla mnie czymś wielkim. W swojej kategorii byłem jedynym reprezentantem naszego kraju, więc czułem też odpowiedzialność.
Kiedy znalazłem się w finałowej dziesiątce, pomyślałem, że wszystkie treningi, wysiłek i przygotowania naprawdę miały sens. Była trema, ale jeszcze większa była chęć, żeby wyjść i pokazać wszystko, na co mnie stać.
Sportowa Góra Kalwaria: Zająłeś 4. miejsce, czyli byłeś bardzo blisko podium. Jest niedosyt czy przede wszystkim satysfakcja?
🗣 Eryk Zdybicki: Jest jedno i drugie. Satysfakcja jest ogromna, bo czwarte miejsce na świecie to wynik, z którego mogę być dumny. Ale sportowiec zawsze patrzy też na to, czego zabrakło.
Jeszcze mocniej było to widać w kata rodzinnym, gdzie od podium dzieliło nas zaledwie 0,1 punktu. To praktycznie jeden detal, jedna decyzja sędziów, jedna lepiej wykonana technika.
Dlatego boli trochę bardziej, ale jednocześnie daje potężną motywację. Skoro zabrakło tak niewiele, to znaczy, że podium naprawdę jest w naszym zasięgu.
Sportowa Góra Kalwaria: Rywalizacja odbywała się na najwyższym poziomie sportowym i w formule WKF. Jak duża była różnica między tym startem a mistrzostwami Polski?
🗣 Eryk Zdybicki: Ogromna. To był dla mnie zupełnie inny świat. Nie znaliśmy większości zawodników ani trenerów, pojawiły się różne style karate i bardzo wysoki poziom wykonywanych kata.
Po raz pierwszy znalazłem się na zawodach, w których uczestniczyło ponad 200 zawodników z niepełnosprawnościami. Sam widok tylu ludzi z różnych krajów, którzy mimo swoich ograniczeń wychodzą na matę i walczą o jak najlepszy wynik, robił ogromne wrażenie.
Na mistrzostwach świata nie ma miejsca na przypadek. Każda pozycja, równowaga, oddech, dynamika i najmniejszy szczegół techniczny mają znaczenie.
Sportowa Góra Kalwaria: Drugi start to kata rodzinne, również zakończone 4. miejscem. Jak wyjątkowe było przeżywać mistrzostwa właśnie w ten sposób – razem z rodziną?
🗣 Eryk Zdybicki: To miało dla mnie ogromne znaczenie. Indywidualnie wychodzisz na matę sam, ale tak naprawdę za zawodnikiem zawsze stoi wiele osób. W kata rodzinnym mogłem przeżyć ten moment razem z najbliższymi.
Do podium zabrakło nam tylko 0,1 punktu, więc oczywiście był żal. Ale kiedy patrzę na to z perspektywy czasu, wynik jest tylko częścią tego doświadczenia.
Wspólne treningi, przygotowania, stres przed startem i później wyjście razem na matę podczas mistrzostw świata – tego nikt nam już nie odbierze. To są chwile, które zostają w rodzinie na całe życie.
Sportowa Góra Kalwaria: Który z tych dwóch startów był dla Ciebie bardziej emocjonujący i dlaczego?
🗣 Eryk Zdybicki: Indywidualny. Wiedziałem, że poziom będzie bardzo wysoki. Rywalizowałem między innymi z osobami niewidomymi i słabowidzącymi, które nie miały jednak takich ograniczeń ruchowych, z jakimi ja sam muszę sobie radzić.
Dlatego ten start był dla mnie szczególnym wyzwaniem. Musiałem walczyć nie tylko z rywalami i stresem, ale również z własnymi ograniczeniami.
I właśnie dlatego uważam, że czwarte miejsce na świecie jest naprawdę bardzo mocnym wynikiem. Pokazałem sobie, że mogę rywalizować z najlepszymi.
Sportowa Góra Kalwaria: Czy podczas występu udało Ci się wykonać kata dokładnie tak, jak planowałeś?
🗣 Eryk Zdybicki: Nie. I potrafię to powiedzieć wprost.
Były elementy, które mogłem wykonać lepiej. Zabrakło mi przede wszystkim lepszej pracy oddechem ibuki, większej kontroli i mocniejszego pokazania sensu technik wynikających z bunkai.
Na treningach pewne rzeczy wykonywałem lepiej. Ale mistrzostwa świata to zupełnie inna presja. Masz kilka minut i jedną szansę, żeby pokazać miesiące pracy.
Dla mnie to ważna lekcja: muszę trenować nie tylko technikę, ale również umiejętność pokazania maksimum swoich możliwości właśnie wtedy, kiedy presja jest największa.
Sportowa Góra Kalwaria: Co najbardziej zapamiętasz z Budapesztu – samą rywalizację, atmosferę czy może spotkanie zawodników z tylu różnych krajów?
🗣 Eryk Zdybicki: Wszystkiego po trochu, ale najbardziej atmosferę.
Piękne było to, że nie czułem tam podziałów na style, kluby czy różne środowiska. Nie było dla mnie ważne, kto z jakiego karate pochodzi. Byliśmy ludźmi, których łączy sport.
Zapamiętam też sam Budapeszt. Byliśmy nad Dunajem i zrobiliśmy tam krótki trening razem z moim tatą i shihanem Tomaszem Byjosem.
To nie był wielki trening ani wielka ceremonia. Kilka chwil nad Dunajem. Ale właśnie takie momenty zostają później w głowie. Mistrzostwa to nie tylko wynik – to także ludzie, emocje i wspomnienia.
Sportowa Góra Kalwaria: Czy ten start pokazał Ci, nad czym jeszcze musisz pracować, żeby następnym razem znaleźć się na podium?
🗣 Eryk Zdybicki: Zdecydowanie.
Przede wszystkim muszę dalej pracować nad równowagą i stabilnością. Chcę poprawić oddech ibuki, jeszcze bardziej zgłębiać bunkai i wykonywać każdą technikę z większą świadomością, dynamiką i kontrolą.
Mistrzostwa świata pokazały mi jedną bardzo ważną rzecz: nie dzieli mnie od najlepszych przepaść. Dzielą mnie szczegóły.
A nad szczegółami można pracować.
Sportowa Góra Kalwaria: Mówiłeś wcześniej o marzeniu związanym z igrzyskami paraolimpijskimi. Czy 4. miejsce na mistrzostwach świata sprawiło, że to marzenie stało się jeszcze bardziej realne?
🗣 Eryk Zdybicki: Tak. Jeszcze bardziej.
Mam ogromną nadzieję, że kiedyś parakarate znajdzie się w programie igrzysk paraolimpijskich i będę miał możliwość walczyć tam w barwach Polski. Nie wiem, kiedy to nastąpi, ale wiem jedno – chcę być przygotowany.
Czwarte miejsce na mistrzostwach świata pokazało mi, że warto marzyć wysoko. Skoro jestem już tak blisko podium na świecie, nie chcę się zatrzymywać.
Muszę też powiedzieć o ludziach, bez których tej drogi by nie było.
Ogromnie dziękuję mojemu tacie. To przede wszystkim on przygotowuje mnie na co dzień, trenuje ze mną, poświęca mi ogrom czasu i bardzo mocno angażuje się również w środowisko parakarate. Dziękuję także mojej mamie za wsparcie, cierpliwość i to, że zawsze jest obok.
Szczególne podziękowania kieruję do shihana Tomasza Byjosa, który od 2014 roku rozwija sekcję para-karate i od wielu lat tworzy możliwości treningu oraz sportowej rywalizacji dla zawodników z niepełnosprawnościami.
Dziękuję również shihanowi Krzysztofowi Chałupce. Przed mistrzostwami uczestniczyłem u niego w dodatkowych treningach, a jego uwagi i doświadczenie były dla mnie ważną częścią przygotowań. Razem z Jackiem Chałupką kieruje IKA Poland.
Ogromne słowa uznania należą się też Jackowi Chałupce, który bardzo mocno angażuje się w tworzenie zawodów i możliwości startu dla osób z niepełnosprawnościami. Przykładem jest Sportowa Liga IKA Poland dla osób z niepełnosprawnościami, obejmująca między innymi para-karate i przygotowana jako bezpłatne wydarzenie sportowo-integracyjne.
Tacy ludzie są potrzebni parakarate. Bo zawodnik może mieć ambicję i może ciężko trenować, ale musi mieć również gdzie trenować, z kim pracować i gdzie wystartować.
Ja miałem szczęście spotkać takich ludzi na swojej drodze.
Teraz pozostaje zrobić swoją część pracy.
Te mistrzostwa dały mi dużo doświadczenia i jeszcze więcej motywacji. Wiem, że przede mną dużo pracy, ale też wiem, że warto ją wykonać.













Dodaj komentarz