41 lat, setki godzin spędzonych na boisku i wciąż ta sama chęć rywalizacji. Grzegorz Goss od lat związany jest z piłką nożną, a dziś swoje doświadczenie wykorzystuje zarówno jako zawodnik Nadstalu Krzaki Czaplinkowskie, jak i trener. Jego piłkarska droga prowadziła przez wiele klubów i poziomów rozgrywkowych, a jednym z najważniejszych etapów była gra w starej IV lidze w barwach Gwardii Warszawa.
Dziś na futbol patrzy z nieco innej perspektywy. W szatni Nadstalu spotyka zawodników młodszych od siebie, obserwuje zmieniające się realia szkolenia i sam wciąż regularnie pojawia się na boisku. W rozmowie z Sportową Górą Kalwarią wraca do swoich początków, wspomina najważniejsze momenty piłkarskiej drogi i opowiada o różnicach między futbolem sprzed lat a współczesną piłką.
Nie zabrakło również tematów bardziej codziennych – utrzymywania formy po czterdziestce, łączenia grania z pracą trenerską i życiem zawodowym, a także tego, co sprawia, że mimo upływu lat nadal chce mu się grać pełne 90 minut.
Zapraszamy na rozmowę tygodnia!
Sportowa Góra Kalwaria: Zacznijmy od obecnego sezonu. Jak oceniasz początek rozgrywek Nadstalu? Czego możemy spodziewać się po drużynie w tym sezonie?
Po czterech meczach sezonu czujemy spory niedosyt. Przy lepszym wykończeniu akcji pod bramką przeciwnika mielibyśmy na koncie kilka oczek więcej. Jeśli chodzi o ten nowy sezon, to w zasadzie sami od siebie powinniśmy wymagać lepszej gry i zdobywania większej liczby punktów. Mamy mocniejszą drużynę niż w poprzednich rozgrywkach, a nasi młodzi zawodnicy nabrali już trochę niezbędnego doświadczenia.
Sportowa Góra Kalwaria: Jak opisałbyś atmosferę w szatni Nadstalu? Jest bardziej rodzinnie, czy przed meczem każdy skupia się już tylko na wyniku?
Każdy podchodzi do tego na swój sposób. Ja osobiście przed meczem wolę się wyciszyć. Jeśli chodzi o samą atmosferę w zespole, to jest ona bardzo koleżeńska – nie brakuje luźnych rozmów czy żartów. Co ważne, chłopaki, którzy akurat nie grają z powodu kontuzji, również pojawiają się na meczach i dają wsparcie drużynie. Najbardziej zapracowany jest nasz bramkarz Paweł, który oprócz gry ma na głowie jeszcze wszystkie sprawy organizacyjne związane z meczem.
Sportowa Góra Kalwaria: Nadstal to drużyna, w której spotykają się zawodnicy z różnych pokoleń. Jak odnajdujesz się wśród dużo młodszych kolegów z zespołu?
Jakich dużo młodszych?! Haha A tak poważnie, to nie mam z tym najmniejszego problemu. To naturalna kolej rzeczy, że w drużynie jest sporo młodych chłopaków. I bardzo dobrze, bo dają zespołowi dynamikę, świeżość i tę młodzieńczą fantazję na boisku. Jeśli chodzi o samą strukturę wieku, to brakuje nam obecnie trochę zawodników z przedziału 27–32 lata.
Sportowa Góra Kalwaria: Czy zdarza Ci się pełnić w szatni trochę rolę mentora? Młodzi zawodnicy pytają Cię o doświadczenia z wcześniejszych lat?
Czasami w szatni czy na treningu, podczas luźnych rozmów, naturalnie przypominają mi się jakieś historie lub anegdoty z wcześniejszych lat związane z piłką. „Mentor” to jednak za duże słowo. Z racji wieku i stażu staram się im po prostu pomóc i coś podpowiedzieć w trakcie gry. Czasem na boisku trzeba ich trochę uspokoić, innym razem podbudować czy pochwalić.
Sportowa Góra Kalwaria: Patrząc na piłkę z Twojej perspektywy – co dzisiaj młodzi zawodnicy robią lepiej, a czego mogliby nauczyć się od starszego pokolenia? Widzisz różnice w ich podejściu do piłki?
Żyjemy dzisiaj w trochę innym świecie piłkarskim. Młodzi piłkarze – dzięki lepszym trenerom, nowoczesnemu szkoleniu oraz świadomości dotyczącej diety i motoryki – są na zdecydowanie wyższym poziomie techniczno-taktycznym. Prowadzą też o wiele bardziej sportowy styl życia niż poprzednie pokolenia. Dawniej młodych zawodników otaczało inne, trudniejsze środowisko. Przez to mieli mocniejsze charaktery, co rodziło więcej wyrazistych indywidualności. To bardzo pomagało w trudnych chwilach na boisku.
Sportowa Góra Kalwaria: Co dokładnie kryje się pod słowem „trudniejsze”?
Starszyzna w szatni była o wiele bardziej wymagająca, a trenerzy pozwalali sobie na zdecydowanie ostrzejszą krytykę zawodnika. Ponadto treningi jesienią i zimą na wszechobecnym błocie czy śniegu były wtedy normą.
Sportowa Góra Kalwaria: Wspomniałeś, że „kiedyś to było”. Co najbardziej zmieniło się w piłce od czasu Twoich początków?
W zasadzie to wszystko i nawet siatki na bramkach inaczej wieszano. Jeśli miałbym wskazać najważniejsze rzeczy to postawię na tempo gry, które jest dziś szybsze. Trenerzy zwracają też znacznie większą uwagę na rozbudowaną i szczegółową taktykę. Używa się przy tym zupełnie innego nazewnictwa. Załapałem się jeszcze na czasy, kiedy na boisku rządzili forstoper i libero.
Sportowa Góra Kalwaria: Który etap swojej piłkarskiej ,,kariery” wspominasz najlepiej? I dlaczego?
Najwyżej grałem w starej IV lidze w barwach Gwardii Warszawa. Czemu „starej”? Bo był to faktycznie czwarty poziom rozgrywkowy w kraju – obecna I liga była wtedy drugą, a poziom centralny obejmował tylko Ekstraklasę i II ligę. Zwiedziłem w swoim życiu trochę klubów. W wieku juniorskim były to RKS Mirków oraz KS Piaseczno. Bardzo miło wspomnieć czasy FC Lesznowoli i atmosferę w drużynie za trenerów Daniela Barcickiego i Oskara Śliwowskiego. Na pewno wyjątkowym doświadczeniem była też wspomniana IV liga. Miałem okazję grać tam przeciwko rezerwom Legii czy Polonii Warszawa i mierzyć się z zawodowcami, którzy schodzili do „dwójek” na mecze ligowe.
Sportowa Góra Kalwaria: Po tylu latach na murawie jest jakiś konkretny mecz lub moment, który szczególnie zapadł Ci w pamięć?
Takich momentów z piłki seniorskiej i juniorskiej jest mnóstwo. Ciężko mi wyróżnić jedną rzecz, więc cofnę się do czasów juniorskich. Doskonale pamiętam mój pierwszy oficjalny mecz w życiu – graliśmy w barwach RKS Mirków przeciwko Ząbkom w sezonie 1997/98, a ja strzeliłem w nim dwa gole. Drugim takim niezapomnianym przeżyciem był mecz rozegrany na nieistniejącym już Stadionie X-lecia. Droga z szatni na płytę zajmowała chyba z 10 minut.
Sportowa Góra Kalwaria: Masz 41 lat i nadal regularnie grasz w piłkę. Co sprawia, że wciąż chce Ci się wychodzić na boisko i rywalizować?
Trudno racjonalnie wytłumaczyć – chyba po trochu nawyk wyrobiony przez lata i przyjemność z gry, która jeszcze jest. Ale warunek jest jeden: to musi być prawdziwy futbol. Dziewięćdziesiąt minut, naturalna murawa, sędzia, walka jedenastu na jedenastu w oficjalnych rozgrywkach. Ligi szóstek czy wieczorne gierki na sztucznym orliku już mnie nie bawią – na to szkoda mi już czasu i zdrowia.
Sportowa Góra Kalwaria: Jak wygląda Twoje przygotowanie do sezonu i utrzymanie formy?
Ogólnie rzecz biorąc to lubię sport i aktywność fizyczną, nie ograniczam się jedynie do piłki nożnej. Chciałbym jak najdłużej zachować sprawność ogólną oraz sportową sylwetkę, dlatego dodatkowo regularnie ćwiczę na siłowni, biegam i jeżdżę na rowerze.
Sportowa Góra Kalwaria: Co uważasz za najważniejsze w utrzymaniu formy sportowej po czterdziestce?
W moim przypadku kluczowy jest regularny trening. Snu nigdy nie potrzebowałem za dużo – w zupełności wystarcza mi 5 lub 6 godzin na dobę. Do tego jako regenerację dorzucam saunę, basen oraz rolowanie mięśni. Uważam jednak, że to sprawa bardzo indywidualna i każdy organizm potrzebuje po prostu innych bodźców.
Sportowa Góra Kalwaria: Piłka zajmuje sporą część Twojego życia. Jak udaje Ci się pogodzić granie, treningi i mecze z życiem zawodowym i rodzinnym?
To prawda, futbol wypełnia mój czas. Oprócz grania jestem jeszcze trenerem rocznika 2017 w Orlętach Mroków. Do tego dochodzi kibicowanie – regularnie oglądam Legię Warszawa oraz jej sekcję halową Legię Futsal. Jak doliczę do tego oglądanie meczów Bundesligi, to faktycznie trochę się tego zbierze. Uważam jednak, że wszystko jest do ułożenia i pogodzenia. To wyłącznie kwestia odpowiedniej logistyki i organizacji.
Sportowa Góra Kalwaria: Czy piłka nożna jest dziś dla Ciebie bardziej obowiązkiem, pasją, czy sposobem na spędzanie czasu z ludźmi?
Uważam, że na tym poziomie piłka nożna musi przede wszystkim sprawiać przyjemność. Wspomniałem wcześniej o mojej drużynie dzieciaków w Orlętach. Ci chłopcy są pełni energii, zapału i piłkarskiej pasji. Praca z nimi to dla mnie czysta radość. Oczywiście olbrzymią rolę odgrywa też spędzanie czasu z ludźmi – dobrze, aby było to środowisko, w którym czujemy się swobodnie.
Sportowa Góra Kalwaria: Masz jeszcze jakieś konkretne cele sportowe? Jest coś, co chciałbyś osiągnąć z Nadstalem albo indywidualnie?
Z Nadstalem chciałbym po prostu grać dobre mecze i jak najczęściej wygrywać. Indywidualnie, tak jak wspomniałem, traktuję sport jako najlepszy środek do zachowania sprawności i sylwetki na jak najdłuższy czas.
Sportowa Góra Kalwaria: Gdybyś miał przekonać kogoś z Krzaków Czaplinkowskich i okolic, żeby przyszedł w weekend na mecz Nadstalu, co byś mu powiedział?
Wpadaj, bo panuje tu niesamowity, naturalny klimat. Nie ma u nas nadętych gwiazdorów ani drogich biletów. To jest nasza lokalna piłka w najczystszym wydaniu. Na boisku biegają chłopaki stąd, którzy po prostu dają z siebie wszystko dla tych barw. Poza tym na trybunach możecie spotkać sąsiadów, pogadać i nawiązać nowe, fajne relacje.
Sportowa Góra Kalwaria: I na koniec: jak długo jeszcze planujesz grać? Masz w głowie moment, w którym powiesz „dobra, to już koniec”, czy na razie w ogóle o tym nie myślisz?
W zasadzie to już obecny sezon stał pod znakiem zapytania, więc nie będę nikogo czarował, że o tym nie myślę. Bardzo podoba mi się jednak atmosfera i klimat panujący w Nadstalu oraz olbrzymie zaangażowanie trenera Łukasza Maliszewskiego – to były czynniki decydujące, by grać dalej i zostać na trzeci sezon.
Historia Grzegorza Gossa to przede wszystkim historia człowieka, dla którego piłka nożna od wielu lat jest ważną częścią życia. Z jednej strony doświadczenie zdobywane przez kolejne sezony i poziomy rozgrywkowe, z drugiej – wciąż obecna potrzeba rywalizacji i zwykła przyjemność z wyjścia na boisko.
W jego wypowiedziach pojawia się również sporo refleksji na temat zmian, jakie zaszły w futbolu, różnic między pokoleniami oraz tego, co przez lata pozostało niezmienne. Jedno z pewnością się nie zmieniło – piłka nadal daje mu satysfakcję, a obecność w szatni i na murawie wciąż jest dla niego czymś naturalnym.
Dziękujemy Grzegorzowi Gossowi za rozmowę, szczerość i podzielenie się z naszymi Czytelnikami historiami z piłkarskiej drogi. Życzymy kolejnych dobrych meczów, zdrowia i tego, aby ta piłkarska pasja trwała jak najdłużej.
A już teraz zapraszamy na kolejną Rozmowę Tygodnia w Sportowej Górze Kalwarii.






Dodaj komentarz