Od Bundesligi i reprezentacji Polski po zarząd Orła Baniocha. Ariel Borysiuk: „Odnalazłem tu swoje drugie miejsce” 

Ma na swoim koncie występy w reprezentacji Polski, Bundeslidze i angielskiej Championship. Grał z wielkimi gwiazdami, zdobywał trofea z Legią Warszawa i występował na największych stadionach. Dziś Ariel Borysiuk dzieli się swoim ogromnym doświadczeniem w Górze Kalwarii – gra w barwach Orła Baniocha, pełni funkcję asystenta pierwszego trenera, szkoli młodzież i działa w zarządzie klubu.

W rozmowie ze Sportową Górą Kalwarią opowiada o kulisach trafienia do Orła Baniocha, specyfice Ligi Okręgowej, przyjaźni z Maćkiem Rybusem, najlepszych piłkarzach, z którymi dzielił szatnię, oraz o tym, jak odnaleźć się w życiu po zakończeniu wielkiej kariery.

Sportowa Góra Kalwaria: Ariel, jak to się stało, że trafiłeś do Orła Baniocha?

Ariel Borysiuk: Trafiłem tu przez znajomego, który zapytał, czy nie chciałbym przyjąć propozycji i pograć w Baniosze. Miałem wtedy półroczną przerwę po pobycie w Hutniku Warszawa i trochę zasiedziałem się w domu. Po prostu brakowało mi już piłki. Od luźnej propozycji przeszliśmy do spotkania z prezesem oraz ówczesnym trenerem, Bartkiem Kobzą. Zdecydowałem się dołączyć do Orła. Sytuacja była wówczas trudna, bo znajdowaliśmy się w strefie spadkowej, ale w moim pierwszym sezonie udało się spokojnie utrzymać w lidze.

Sportowa Góra Kalwaria: Jak opisałbyś swoją obecną rolę w klubie?

Ariel Borysiuk: Poza grą na boisku jestem też asystentem pierwszego trenera. Wspólnie odpowiadamy za drużynę i przygotowanie do meczów. Prowadzę również rocznik 2010 w naszej akademii, a od tego sezonu wszedłem do zarządu klubu jako osoba odpowiedzialna za sprawy rozwoju. Mamy nowe władze i chcemy wznieść Orła na wyższy poziom. Potencjał jest ogromny – w akademii trenuje mnóstwo dzieciaków i mamy praktycznie komplet roczników, więc wszystko idzie w bardzo dobrym kierunku.

Sportowa Góra Kalwaria: W ostatnich latach widać, że piłkarze grają coraz dłużej – kiedyś w wieku 35 lat odwieszali korki na kołek. Czujesz, że dasz radę jeszcze kilka lat pograć na dobrym poziomie?

Ariel Borysiuk: Prawdziwą, profesjonalną karierę zakończyłem dwa lata temu. Dziś gram w Lidze Okręgowej – to inny poziom, ale gra wciąż sprawia mi ogromną frajdę. W Baniosze poznałem świetnych ludzi i chcę pomóc klubowi swoim doświadczeniem z boiska i poza nim. Nie zastanawiam się, czy pogram jeszcze rok, dwa czy pięć. Cieszę się każdym kolejnym spotkaniem.

Sportowa Góra Kalwaria: Masz na koncie Bundesligę, Championship, mecze w reprezentacji Polski i grę w pucharach. Jak z tej perspektywy przestawia się głowę na realia Ligi Okręgowej? Co w piłce niższych lig zaskoczyło Cię najbardziej?

Ariel Borysiuk: Trzeba po prostu przestawić głowę tak, aby jak najlepiej pomóc drużynie. Zaskoczyła mnie liczba młodych chłopaków w Lidze Okręgowej. Kiedyś wydawało mi się, że to rozgrywki głównie dla starszych panów w moim wieku. Tymczasem ponad połowę stawki stanowią młodzi zawodnicy z warszawskich akademii czy rezerw wyższych lig. Młodzieżowa energia w tej lidze to dla mnie duże i pozytywne zaskoczenie.

Sportowa Góra Kalwaria: Niedawno obchodziliśmy jubileusz Legii Warszawa – klubu, w którym spędziłeś kapitalne lata i wypłynąłeś na szerokie waters. Miałeś okazję spotkać kogoś z dawnej szatni podczas tych uroczystości? Z kim z tamtych lat utrzymujesz do dziś stały kontakt?

Ariel Borysiuk: Spotkanie po latach z zawodnikami, których nie widziałem od 15 czy 20 lat – jak Roger Guerreiro, Edson czy Dickson Choto – było wspaniałym przeżyciem. Jeśli chodzi o stałe relacje, najbliższy kontakt mam z Maćkiem Rybusem. Poznaliśmy się w 2007 roku, razem wchodziliśmy do pierwszej drużyny Legii, a przez pewien czas nawet razem mieszkaliśmy. To mój największy przyjaciel z tamtych lat.

Sportowa Góra Kalwaria: Grałeś w szatniach z wielkimi nazwiskami, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Gdybyś miał wskazać jednego, absolutnie najlepszego piłkarza, z jakim kiedykolwiek dzieliłeś boisko – kto by to był?

Ariel Borysiuk: W Polsce największe wrażenie robił na mnie Danijel Ljuboja w swoim szczytowym okresie. Jeśli chodzi o grę za granicą, w QPR wchodziłem do drużyny z młodym Eberechim Eze. Dziś gra w Arsenalu i reprezentacji Anglii. Już wtedy było widać jego kosmiczny potencjał i nie dziwi mnie, gdzie teraz zaszedł.

Sportowa Góra Kalwaria: Rzeczywistość po zejściu z tego głównego, pełnego reflektorów fotela bywa brutalna. Jak z Twojej perspektywy wyglądają losy piłkarza, gdy powoli zbliża się sportowa emerytura, a wielkie zainteresowanie mediów i kibiców zaczyna naturalnie opadać?

Ariel Borysiuk: Kiedy znika cała ta otoczka – mecze, wyjazdy, zgrupowania i media – pojawia się trudniejszy moment. Sam zastanawiałem się, co ze sobą zrobić. Miałem epizody w telewizji i w studiach eksperckich, ale cieszę się, że odnalazłem swoje drugie miejsce w Baniosze. Mogę grać, trenować dzieci i realizować się w pracy, którą po prostu bardzo lubię.

Sportowa Góra Kalwaria: W Orle Baniocha szatnia jest wymieszana – obok doświadczonych zawodników jest sporo młodych chłopaków. Czy wchodzisz czasem w rolę mentora, który podpowiada im, jak unikać błędów, które sam widziałeś w wielkim świecie piłki?

Ariel Borysiuk: Zdecydowanie. W tym sezonie mamy jeszcze więcej młodzieży niż w poprzednim. Chłopci wiedzą, że zawsze mogą do mnie przyjść po radę czy pomoc. Razem z Mateuszem Kellerem i Piotrkiem Bogackim tworzymy w szatni trio doświadczonych zawodników. Dla młodzieży możliwość dzielenia szatni z ludźmi z takim stażem życiowym i boiskowym to świetna sprawa.

Sportowa Góra Kalwaria: W meczu z Laurą Chylice po raz kolejny zimną krwią wykazałeś się przy rzucie karnym. Odpowiedzialność za kluczowe momenty w meczu przychodzi Ci naturalnie ze względu na doświadczenie, czy presja w derbach gminy też potrafi skoczyć?

Ariel Borysiuk: Mam obecnie serię czterech meczów z rzędu ze strzelonym rzutem karnym, co jest dość rzadkim wyczynem. Presja na mnie nie działa – niezależnie od tego, czy wykonuję karnego w Ekstraklasie, czy w Lidze Okręgowej w derbach. Podchodzę do tego z chłodną głową, skupiam się na bramkarzu i robię swoje.

Sportowa Góra Kalwaria: Jaki jest Twój osobisty cel na ten sezon w barwach Orła – traktujesz to wyłącznie jako czerpanie radości z gry z kumplami, czy włącza się w Tobie ten dawny, ligowy gen rywalizacji i celujecie wyżej?

Ariel Borysiuk: Po poprzednim sezonie, gdy bardzo chcieliśmy awansować do V ligi i się nie udało, pozostał niedosyt. Teraz w klubie zaszło wiele zmian strukturalnych i ten sezon traktujemy nieco spokojniej, jako etap przejściowy. Nie narzucamy sobie presji na awans. Chcemy skupiać się na każdym kolejnym spotkaniu i wychodzić na boisko po wygraną. Wierzę, że z meczu na mecz nasza gra będzie wyglądać coraz lepiej.

Zdjęcie: Piotr Kucza / FotoPyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *