Marzenia o Barcelonie zaczynają się tutaj. Poznajcie UKS TKM

77 dzieci, pięć grup szkoleniowych i historia rozpoczęta w 2009 roku. W UKS TKM jedni dopiero uczą się panować nad piłką, inni mają już za sobą pierwsze turniejowe sukcesy. Marek marzy o grze w FC Barcelonie, Grzegorz obserwuje, jak jego syn Kuba staje się coraz pewniejszy siebie, a prezes Michał Borowiak chce rozwijać klub bez utraty jego rodzinnego charakteru. Łączy ich piłka nożna, ale to nie ona jest jedynym celem. TKM chce wychowywać, uczyć współpracy i dawać dzieciom przestrzeń do realizowania pasji. Ma ludzi, którzy angażują się w tę pracę, i jasno określony kierunek. Brakuje jednak czegoś, co mogłoby otworzyć przed klubem zupełnie nowe możliwości — własnego boiska.

Zaczęło się od Tomic, Kątów i Mikówca

Rok 2009. To wtedy powstał Uczniowski Klub Sportowy TKM, a jego historia od początku była związana z lokalną społecznością. Ważną rolę w tworzeniu klubu odegrali ówczesny sołtys Tomic Mirosław Stachowski, Danuta Drążek i Rozalia Zdulska. Sama nazwa TKM nawiązuje do Tomic, Kątów i Mikówca — miejscowości, z których wywodzą się korzenie tej inicjatywy.

Nie był to gotowy projekt z rozbudowanym zapleczem i wielkimi możliwościami organizacyjnymi. Klub rozwijał się stopniowo, zdobywając doświadczenie i angażując kolejne osoby. Z czasem przybywało zawodników, a wraz z nimi rosła odpowiedzialność za szkolenie i organizację zajęć.

Dziś UKS TKM prowadzi pięć grup, w których trenuje łącznie 77 dzieci. Są wśród nich zawodnicy z roczników 2014/2015, 2016/2017, 2018/2019 i 2020/2021, a także najmłodsi rozpoczynający swoją przygodę z piłką.

Za tą liczbą kryją się zupełnie różne historie. Jedni przychodzą na trening, bo od dawna nie potrafią rozstać się z piłką. Inni dopiero odkrywają, że sport może stać się ich pasją. Są dzieci, które marzą o wielkiej karierze, ale też takie, dla których najważniejsze pozostają wspólna gra i spotkania z kolegami.

Prezes klubu, Michał Borowiak, zwraca uwagę, że TKM przez lata uczył się organizacji szkolenia i budowania swojego środowiska. Jednym z najważniejszych elementów rozwoju pozostaje odpowiednio przygotowana kadra, zaangażowana w pracę z dziećmi.

Dzisiejszy klub to nie tylko zawodnicy i trenerzy. To również rodzice oraz osoby, które poświęcają swój czas, pomagając w jego codziennym funkcjonowaniu.

Borowiak opisuje TKM jako jedną wielką rodzinę. Nie jest to wyłącznie hasło mające dobrze wyglądać w opisie klubu. Za tą deklaracją stoją relacje, które trzeba budować na co dzień, podczas treningów, meczów, rozmów i wspólnego rozwiązywania problemów.

Przez lata zmieniała się skala działalności TKM, ale ambicją pozostaje rozwijanie klubu bez utraty tego, co od początku stanowiło jego siłę — lokalności i rodzinnego charakteru.

Czterolatek na treningu. Od czego właściwie zaczyna się piłkarska droga?

W UKS TKM można rozpocząć treningi już w wieku czterech lat. Dla dorosłych piłka nożna kojarzy się przede wszystkim z meczami, ustawieniem drużyny, taktyką i walką o wynik. Dla najmłodszych najważniejsze są zupełnie inne rzeczy.

Pierwsze zajęcia opierają się na zabawie, aktywności ruchowej i oswajaniu z piłką. Dzieci uczą się koordynacji, poznają podstawowe ćwiczenia i przyzwyczajają do funkcjonowania w grupie. Przy okazji dowiadują się, że trening wymaga słuchania poleceń, współpracy i szanowania innych.

Dopiero później przychodzą kolejne elementy piłkarskiego rzemiosła. Ćwiczenia stają się bardziej wymagające, zawodnicy rozwijają technikę, a mecze i turnieje pozwalają sprawdzić zdobyte umiejętności.

Michał Borowiak zwraca uwagę, że każde dziecko rozwija się we własnym tempie. Niektóre rozpoczynają treningi z dużym doświadczeniem zdobytym podczas zabawy z piłką. Inne dopiero poznają podstawy. Dlatego tak ważna jest obserwacja zawodnika i dopasowanie grupy do jego możliwości.

Klub nie chce również zamykać drogi dzieciom, które robią szybsze postępy. Jeżeli zawodnik jest gotowy na większe wyzwania, może trenować ze starszą grupą lub w przyszłości przejść do klubu oferującego wyższy poziom rywalizacji.

Szczególnym momentem jest przejście z kategorii Orlik do Młodzika, kiedy zmieniają się warunki gry i wymagania wobec zawodników. To etap, na którym trzeba uwzględnić nie tylko umiejętności techniczne, ale również gotowość do nowego sposobu rywalizacji.

Prezes zaznacza, że w każdej grupie można znaleźć zawodników, którzy dzięki talentowi i systematycznej pracy rozwijają się szybciej od rówieśników. Takie dzieci należy wspierać, a czasem pomóc im znaleźć miejsce, w którym będą mogły zrobić kolejny krok.

To ważna deklaracja. Celem nie jest zatrzymanie każdego zawodnika w klubie za wszelką cenę, lecz zapewnienie mu możliwości dalszego rozwoju.

Wychowanek, który z czasem trafia do mocniejszego zespołu, również może być powodem do dumy. Oznacza to przecież, że dotychczasowa praca pomogła mu przygotować się na nowe wyzwania.

Nie każdy zostanie piłkarzem. Każdy może coś wynieść ze sportu

W szkoleniu dzieci łatwo skupić się na wynikach. Zwycięstwa dają radość, zdobyte bramki budują pewność siebie, a udane turnieje pozostają w pamięci na długo. Porażki potrafią rozczarować, szczególnie kiedy dziecku bardzo zależało na dobrym występie.

W TKM rywalizacja jest ważna, ale nie stanowi jedynego celu. Michał Borowiak podkreśla, że sport ma również kształtować charakter i przygotowywać młodych ludzi do radzenia sobie z codziennymi wyzwaniami.

Prezes przywołuje myśl, która dobrze oddaje tę filozofię:

„Mimo że 1% zostaje piłkarzami, to 100% dzieci trenujących w akademiach staje się człowiekiem”.

W tym zdaniu kryje się istota podejścia, w którym futbol staje się narzędziem szerszego rozwoju. Regularne treningi uczą systematyczności, odpowiedzialności i organizacji. Gra zespołowa wymaga współpracy, komunikacji oraz szacunku wobec kolegów i przeciwników.

Dzieci poznają także własne ograniczenia. Nie zawsze wszystko wychodzi za pierwszym razem, a osiągnięcie postępu wymaga czasu. Trzeba umieć przyjąć wskazówki trenera, wyciągnąć wnioski z nieudanego zagrania i spróbować ponownie.

Prezes nie stawia rozwoju i wyników po przeciwnych stronach. Dzieci powinny mieć możliwość rywalizacji, poznawania smaku zwycięstwa i odczuwania satysfakcji z dobrze wykonanej pracy. Jednocześnie należy nauczyć je przegrywać i rozumieć, że niepowodzenie nie przekreśla wcześniejszych postępów.

To podejście znajduje odzwierciedlenie w doświadczeniach rodziców zawodników TKM.

Grzegorz, tata Kuby, przyznaje, że właśnie rozwój syna i atmosfera w klubie są dla niego ważniejsze niż sam wynik meczu.

– Oczywiście zwycięstwa dają dużo radości dzieciom, tak jak i rodzicom, ale dla nas najważniejszy jest rozwój dziecka i to, ile wynosi z każdego treningu i meczu. Chcemy, żeby uczyło się walczyć do końca, współpracować z drużyną i szanować przeciwnika niezależnie od wyników – podkreśla.

Dodaje, że porażki są częścią sportu i uczą pokory oraz wyciągania wniosków. Największą satysfakcję daje mu obserwowanie postępów syna, jego zaangażowania i uśmiechu po zakończonym treningu.

To spojrzenie przypomina, że nie wszystkie efekty szkolenia można zmierzyć liczbą bramek czy miejscem w tabeli. Czasem ważniejsza od zwycięstwa jest zmiana, którą zauważają najbliżsi.

„Dopiero w TKM wiedzieliśmy, że to jest to”

Wybór klubu sportowego to dla rodziców coś więcej niż znalezienie miejsca, w którym dziecko będzie trenować dwa lub trzy razy w tygodniu. To decyzja o środowisku, w którym spędzi czas, pozna rówieśników i nauczy się funkcjonować w grupie.

Grzegorz, tata Kuby, opowiada, że zanim rodzina zdecydowała się na UKS TKM, syn uczestniczył w treningach innego lokalnego klubu. Dopiero po przyjściu na zajęcia TKM pojawiło się przekonanie, że znaleźli właściwe miejsce.

– Zdecydowaliśmy się na klub UKS TKM, ponieważ chcieliśmy, aby nasze dziecko rozwijało pasję do piłki nożnej w przyjaznej atmosferze. Zasięgnięte wcześniej opinie na temat klubu tylko to potwierdziły. Syn był na kilku treningach w innym lokalnym klubie, ale dopiero po przyjściu na trening TKM-u oboje od razu wiedzieliśmy, że to jest to. To klub, w którym liczy się dziecko i jego rozwój – mówi Grzegorz.

Pierwsze wrażenie okazało się istotne. Trener zadbał o to, by Kuba nie czuł się obco, a grupa przyjęła go z otwartymi ramionami.

Właśnie takie momenty często decydują o tym, czy dziecko poczuje się częścią drużyny. Nowe środowisko może budzić niepewność, szczególnie kiedy pozostali zawodnicy znają się już od dłuższego czasu. Przyjazne przyjęcie sprawia, że łatwiej skoncentrować się na grze i czerpać radość z treningów.

Rodzice Kuby dostrzegli także zmianę, która wykracza poza boisko.

– Kuba stał się pewny siebie nie tylko na boisku, ale też poza nim. Wcześniej marzył o tym, żeby zostać piłkarzem. Teraz wie, że może te marzenia spełnić, ponieważ podczas treningów widzi, że ma lepszą kondycję, jest zwinny i poprawia technikę – opowiada jego tata.

To jeden z tych efektów, które dla rodzica mogą znaczyć więcej niż pojedyncze zwycięstwo. Dziecko zaczyna dostrzegać własne możliwości, zauważa postępy i nabiera przekonania, że systematyczna praca przynosi efekty.

Grzegorz zwraca uwagę również na trenerów, a szczególnie na ich cierpliwość i umiejętność pracy z młodszymi zawodnikami. Jego zdaniem odpowiednia postawa szkoleniowca wymaga czegoś więcej niż samej wiedzy piłkarskiej.

Trzeba umieć motywować, rozumieć potrzeby dzieci i reagować na ich emocje. Nie każdy zawodnik rozwija się w ten sam sposób, dlatego skuteczne szkolenie wymaga indywidualnego podejścia.

– Doceniamy zaangażowanie trenerów, a w szczególności ich cierpliwość w prowadzeniu treningów. Praca z dziećmi wymaga nie tylko wiedzy piłkarskiej, ale również odpowiedniego podejścia, motywowania i zrozumienia ich potrzeb – podkreśla Grzegorz.

W jego ocenie właśnie takie podejście pozwala budować w dzieciach prawdziwą pasję do sportu.

Marek ma swojego idola i bardzo konkretne marzenia

Na boisku każdy zawodnik szuka czegoś dla siebie. Jedni uwielbiają strzelać bramki, inni wolą rozgrywać piłkę, a jeszcze inni najlepiej czują się w defensywie.

Marek, młody zawodnik UKS TKM, nie ma wątpliwości, jaka rola odpowiada mu najbardziej.

– Teraz gram na obronie. Lubię tę pozycję, bo najlepiej mi to wychodzi. Odbieram piłkę przeciwnikowi, żeby nie strzelił nam gola – opowiada.

Podczas treningów najbardziej lubi bieganie, mecze i żonglerkę. Nie pamięta swojego pierwszego treningu, ale doskonale kojarzy pierwszy mecz.

– Jeszcze nie miałem na sobie stroju klubowego, ale miałem dużą chęć do gry – wspomina.

Dziś ma już za sobą wydarzenia, które na długo pozostaną w jego pamięci. Najlepszym wspomnieniem jest zwycięski turniej drużyny, podczas którego otrzymał nagrodę MVP. Ważnym przeżyciem był również trening Kadry Powiatu Piaseczyńskiego.

Marek ma też piłkarskiego idola. Jest nim Lamine Yamal.

– Podoba mi się, jak gra, jak kiwa i jak strzela w okienko – mówi.

Sam chciałby nauczyć się różnych trików z piłką. Wie też, nad czym powinien jeszcze popracować: zależy mu na poprawie strzałów lewą nogą.

Ta świadomość własnych umiejętności jest istotnym elementem sportowego rozwoju. Młody zawodnik potrafi wskazać, co sprawia mu największą przyjemność, ale również zauważa obszary wymagające pracy.

Najciekawsze jest jednak to, co Marek mówi o porażkach.

– Nie smucę się, staram się podtrzymywać kolegów. Wracam na trening, żeby czegoś nowego się nauczyć i wygrywać w następnych meczach – odpowiada.

Nie skupia się na rozczarowaniu. Myśli o kolejnej okazji do poprawy, a przy tym pamięta o kolegach z drużyny.

W takiej odpowiedzi widać wartości, o których mówi prezes: współpracę, wytrwałość i umiejętność radzenia sobie z niepowodzeniami. Nie trzeba wygłaszać długich przemówień o sporcie, kiedy młody zawodnik sam pokazuje, że po porażce warto wrócić na trening.

A jego marzenia? Są naprawdę duże.

Marek chciałby grać w FC Barcelonie, wygrać Ligę Mistrzów i zdobyć mistrzostwo świata.

Dziś nie ma sensu oceniać, jak daleko zaprowadzi go piłka. Na jego etapie ważniejsze jest to, że ma motywację, czerpie radość z gry i stopniowo rozwija własne umiejętności.

Właśnie w takich historiach widać, po co potrzebne są lokalne kluby. Nie po to, by każdemu obiecywać wielką karierę, ale by dawać dzieciom miejsce, w którym mogą próbować, uczyć się i odważnie marzyć.

Rodzice, trenerzy i zawodnicy. Jedna drużyna także poza boiskiem

Michał Borowiak podkreśla, że od początku zależało mu na zachowaniu rodzinnego charakteru TKM. Wraz z rozwojem klubu rosną jednak również obowiązki organizacyjne.

Pięć grup szkoleniowych oznacza konieczność planowania zajęć, organizacji pracy trenerów i dbania o rozwój zawodników na różnych etapach. Ważna jest też komunikacja z rodzicami oraz zaangażowanie osób, które pomagają w codziennym funkcjonowaniu klubu.

W tej społeczności szczególne miejsce zajmują rodziny zawodników. Grzegorz, tata Kuby, mówi wprost, że piłka nożna w TKM to nie tylko rywalizacja.

– To również nauka współpracy, wzajemnego szacunku i budowania relacji – podkreśla.

Obok niego są inni rodzice, w tym Maksym, tata Marka, którzy współtworzą środowisko skupione wokół dziecięcego futbolu.

Tego zaangażowania nie da się sprowadzić do samych obecności na trybunach. Rodzice wspierają młodych zawodników, uczestniczą w życiu drużyny i pomagają budować atmosferę, dzięki której klub staje się czymś więcej niż miejscem treningów.

Prezes chciałby, aby TKM rozwijał się w sposób przemyślany, bez utraty rodzinnej atmosfery. Ważne jest dla niego także to, jak klub będą wspominać jego byli zawodnicy i czy rodzice będą polecać go kolejnym rodzinom.

To cel, którego nie da się osiągnąć wyłącznie wynikami. Potrzebne są relacje, zaufanie i przekonanie, że każde dziecko ma w drużynie swoje miejsce.

Marek, Kuba i pozostali zawodnicy są częścią tej samej historii, choć każdy przeżywa ją inaczej. Dla jednego najważniejsze będzie zdobycie nagrody MVP, dla drugiego poprawienie techniki lub odwaga, by wystąpić w pierwszym meczu. Ich doświadczenia tworzą obraz klubu, który chce rozwijać dzieci nie tylko jako piłkarzy.

Marzenie większe niż kolejny trening: własne boisko

Jest jednak problem, który nie znika niezależnie od zaangażowania trenerów, rodziców i zawodników.

UKS TKM nie ma własnego boiska.

To jedno z największych wyzwań stojących przed klubem. Zimą zajęcia odbywają się między innymi w hali przy Szkole Podstawowej w Kątach, ale możliwość korzystania z własnego obiektu przez cały rok zapewniłaby większą stabilność i ułatwiłaby dalsze planowanie szkolenia.

Michał Borowiak wskazuje infrastrukturę jako najpoważniejsze ograniczenie dalszego rozwoju. Marzeniem pozostaje stworzenie własnego miejsca, które służyłoby zawodnikom, trenerom i całej społeczności klubu.

Tego samego celu nie ukrywa Grzegorz.

– Uważam, że klub wykonuje bardzo ważną pracę, dając dzieciom możliwość rozwijania sportowych pasji w miłej, rodzinnej atmosferze. Oczywiście własne boisko i lepsza infrastruktura dałyby większą stabilność – mówi.

Dodaje, że wierzy w realizację tego planu dzięki prezesowi, zarządowi i rodzicom, którzy wspierają TKM.

Własne boisko oznaczałoby więcej niż wygodę organizacyjną. Pozwoliłoby stworzyć stałą przestrzeń do treningów, planować rozwój grup i jeszcze mocniej związać klub z miejscowościami, z których się wywodzi.

Dla organizacji, która prowadzi pięć grup i szkoli 77 dzieci, byłby to ważny krok w przyszłość.

Historia TKM pokazuje jednak również, że zaangażowanie lokalnej społeczności ma swoje granice. Dobra kadra i rodzinna atmosfera mogą być fundamentem rozwoju, ale nie zastąpią odpowiedniej infrastruktury.

Dlatego własne boisko pozostaje jednym z najważniejszych celów klubu. Jego realizacja mogłaby stworzyć warunki do dalszego wzrostu, bez konieczności rezygnowania z wartości, które od początku były ważne dla TKM.

Trzy treningi, które mogą rozpocząć nową historię

Do UKS TKM mogą dołączyć dzieci, które chcą spróbować swoich sił w piłce nożnej. Nie trzeba mieć wcześniejszego doświadczenia ani od pierwszego dnia wiedzieć, czy futbol stanie się najważniejszą pasją.

Klub oferuje trzy pierwsze treningi bezpłatnie. To okazja, by poznać trenerów, zobaczyć, jak wyglądają zajęcia, i przekonać się, czy dziecko dobrze czuje się w grupie.

Grzegorz zachęca rodziców, by pozwolili swoim pociechom spróbować.

– Piłka nożna uczy wielu wartości, pozwala nawiązywać nowe znajomości i buduje pewność siebie. Trzy pierwsze treningi w TKM są bezpłatne. To nic nie kosztuje i do niczego nie zobowiązuje. Warto przyprowadzić dziecko na trening, który pozwoli mu samodzielnie zweryfikować, czy to jego miejsce i czy chce rozwijać w TKM swoją pasję – mówi tata Kuby.

Nie każde dziecko od razu odnajdzie się na boisku. Jedne potrzebują więcej czasu, inne szybko nawiązują kontakty i z entuzjazmem podejmują kolejne wyzwania. Ważne, by miały możliwość spróbowania.

Z czasem mogą pojawić się pierwsze bramki, turnieje, sportowe sukcesy i marzenia o wielkiej karierze. Ale równie wartościowe mogą być przyjaźnie, większa pewność siebie i umiejętność współpracy.

Najważniejsze nie zawsze widać w tabeli

UKS TKM powstał z lokalnej inicjatywy w 2009 roku. Dziś skupia 77 młodych zawodników, prowadzi pięć grup szkoleniowych i chce rozwijać się bez utraty rodzinnego charakteru. Za klubem stoją trenerzy, rodzice i ludzie, którzy angażują się w codzienną pracę.

Michał Borowiak podkreśla znaczenie rozwoju dzieci, odpowiedniej kadry i dobrych relacji. Grzegorz, tata Kuby, widzi efekty w postępach syna, jego pewności siebie i radości z treningów. Marek, syn Maksyma, ma już swoje sportowe wspomnienia, konkretne cele i marzenia sięgające FC Barcelony.

Każda z tych historii jest inna. Wszystkie pokazują jednak, że klub to coś więcej niż wyniki kolejnych spotkań.

Dzieci uczą się tutaj grać w piłkę, ale także współpracować, pokonywać trudności i próbować ponownie po porażce. Nie każde zostanie zawodowym sportowcem, ale każde może zdobyć doświadczenia, które przydadzą mu się w dorosłym życiu.

Przed TKM pozostaje poważne wyzwanie infrastrukturalne. Własne boisko mogłoby zapewnić większą stabilność i otworzyć nowe możliwości szkolenia. Klub ma jednak podstawę, na której może budować przyszłość: zaangażowanych ludzi i dzieci, które chcą przychodzić na treningi.

Bo UKS TKM nie tworzą wyłącznie zawodnicy wpisani do drużyn. Tworzą go również rodzice, trenerzy i osoby, które wierzą, że lokalny klub może zmieniać dziecięce marzenia w codzienną pracę, a sportowe doświadczenia — w lekcje na całe życie. Własne boisko pozostaje celem. Ale najważniejsza część tej historii dzieje się już teraz: na treningach, w relacjach i w kolejnych krokach, które młodzi zawodnicy wykonują w drodze do własnych marzeń.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *